Mknąc przez Japonię
Ostatnim miejscem, które odwiedziliśmy w Tokio, była Ginza. W tej dzielnicy znajduje się największe przejście dla pieszych w mieście. W jednej chwili na jezdnię wchodziło mnóstwo osób. Działo się tak, ponieważ zrobiono tam kilka przejść dla pieszych w jednym miejscu. Pasy biegły w prawo, w lewo, do przodu, a nawet w kilku miejscach się krzyżowały. Gdy zapalało się zielone światło dla pieszych, na ulicę wchodziło bardzo dużo osób i każda szła w inną stronę! Wyglądało to naprawdę niesamowicie.
W Tokio przemieszczaliśmy się metrem. Początkowo było to dla nas dosyć skomplikowane. Z czasem jednak doszliśmy do wprawy.
W wagonikach metra czasami jest maksymalna liczba osób. W środku jest duszno, ludzie nie mają czym oddychać. Nie przeszkadza to jednak kolejnym osobom w wejściu. Osoby wsuwają się z boku przy
drzwiach. Pomimo tego, że stoją obok siebie jak sardynki w
puszce, wszyscy są bardzo wytrwali. Sieć pociągów, linii metra znakomicie
funkcjonuje. Komunikacja w mieście działa bardzo precyzyjnie, a osoby z niej korzystające, skrupulatnie
przestrzegają ustalonych zasad.
Naszym następnym celem było Kioto, dawna stolica Japonii. Postanowiliśmy skorzystać z najszybszych, japońskich pociągów. Mowa oczywiście o Shinkansenach.
Pociąg mknął niezwykle szybko, a podróż przebiegała bardzo komfortowo. W środku nie odczuwaliśmy ogromnej prędkości rozwijanej przez Shinkansena. Wcale nami nie trzęsło, a pociąg gładko mknął po torach.
Shinkanseny są punktualne co do minuty. Na niezwykle czystych peronach, zatrzymują się co do centymetra zgodnie z wyrysowanymi na podłodze liniami. Tam gdzie napisany jest dany numerek, tam podjeżdża wagon z tą liczbą.
Pasażerowie w oczekiwaniu na pociąg ustawiają się w kolejkach i bez przepychania wsiadają do
wagonów.
wagonów.








Komentarze
Prześlij komentarz